run blog

Twój nowy blog

Coś się kończy coś się zaczyna. To nie tylko zbiór opowiadań Sapkowskiego ale również najbardziej prawdziwa życiowa mądrość (właśnie napisałem najgłupsze zdanie w historii blogosfery!). Ruszam z nowym blogiem. Będzie bardziej profesjonalnie, więcej o Bieganiu, a mniej o Moim Bieganiu. Stawiam na multimedialność, video, zdjęcia etc.

Nowy adres różni się tylko brakiem kropki i jest to: 

NOWY ADRES www.RUNBLOG.pl NOWY ADRES

Zapraszam wszytkich (czterech ;-) czytelników do śledzenia nowego bloga.

Asics FootID

2 komentarzy

Japoński producent sprzętu dla biegaczy prowadzi na całym świecie bardzo ciekawy projekt o nazwie FootID, którego clue stanowi dokładny pomiar stóp biegaczy oraz tworzenie ogromnej bazy danych zawierającej dane o budowie ciała setek tysięcy biegaczy. Jak mawiają Amerykanie nie ma czegoś takiego jak darmowy luchu – Asics mierzy nam super dokładnie stopy, w zamian za to zbiera dane ze swojej próby docelowej. Od razu dział rozwoju wie, gdzie biegacze mają jakie potrzeby a marketing ma dostęp do danych demograficznych. Japończycy to jednak bardzo sprytny naród.

Badanie przeprowadziłem w Centrum Biegowym ERGO na ul. Jana Pawła II w Warszawie. Szef sklepu Janek wcielił się w rolę gospodarza i fotografa.
Dane jakie otrzymujemy od ekspertów z Asics:
  • ID – identyfikacja biegacza. Czyli wspomniana część statystyczno-badawcza wysyłana do Japonii.
  • Szewskie kopyto – to model stopy, stanowiący bazę, na której budowany jest but. Definiuje zasadniczo kształt i rozmiar buta. Dla każdego typu stóp i palców stóp, dla każdego rodzaju buta są inne szewskie kopyta. Od „A” dla bardzo wąskich stóp, aż do „E” dla stóp szerokich ponad miarę. O ile dobrze rozczytuje materiały otrzymane z mojej analizy, w moim przypadku jest to dla lewej stopy „C” a dla prawej „B”.
  • Dokładny pomiar stóp – podczas skanowania mierzone są obie stopy (numeracja poniżej, sorry za dziwny wygląd, to już ostatnie dni na starym silniku bloga).
  1. Długość stopy – mierzona od pięty aż do końca najdłuższego palca. Należy pamiętać, że buty dopieramy wg. dłuższej stopy oraz, że stopa w czasie ruchu wydłuża się o 8-10 mm!
  2. Obwód poprzeczny stopy – mierzony od kłębu palucha czyli poduszki pod stawem dużego palca aż do kłębu pod stawem małego palca, przy uwzględnieniu wysokości wierzchu przedniej części stopy.
  3. Szerokość pięty – mierzona od wewnętrznej do zewnętrznej strony pięty. Linia pomiaru przebiega – licząc od końca pięty – przy 18% długości stopy.
  4. Wysokość podbicia – punkt pomiaru leży na szerokości trzech palców dłoni poniżej punktu zgięcia stawu skokowego (tego miejsca z przodu stopy, które się zgina przy robieniu kroku).
  5. Wysokość sklepienia stopy – określana przez pomiar wysokości położenia kości łódeczkowatej pod stępem. To położenie jest uwarunkowane typem stopy i wysokością podbicia. Gdy sklepienie stopy jest bardzo niskie i odbicie stopy na skanie jest bardzo płaskie, może to wskazywać na istnienie płaskostopia. O, to coś dla mnie ;-)
  6. Kąt ułożenie ścięgna Achillesa – na tym wykresie doskonale widać czy jesteśmy pronatorami, supinatorami czy szczęśliwymi neutralami.
  7. Ułożenie palców stóp – mierzy się kąt odchylenia dużego palca stopy, który wskazuje na pozycję koślawą (vaglus) lub szpotawą (varus).
  8. Ślad obicia stopy – można to nazwać super dokładnym, cyfrowym testem wodnym. U mnie przykładowo widać większe płaskostopie w prawej stopie.
Czego tutaj brakuje? Analizy dynamicznej. Możemy jej dokonać na tradycyjnej bieżni mechanicznej z użyciem kamer i specjalistycznego oprogramowania komputerowego lub na szklanej bieżni-skanerze. Ale takie cuda to tylko w Japonii i USA ;)
P1140940
Przylepiamy punkty odniesienia, które zczytuje skaner
P1140943
Skanowanie
P1140954
Po badaniu dostajemy wydruk z naszymi danymi oraz broszurę Asics z mówieniem poszczególnych parametrów

24 października Park Skaryszewski został przejęty przez biegaczy. Ekipa Ścieżek Biegowych Nike organizowała trzy imprezy biegowe – marsz Nordic Walking na 3 km, Biegowy Kwadrans dla studentów na 3 km oraz III Praską Dychę na 10 km. Miałem niezwykłą okazję do obserwacji biegu od kulis, ponieważ pełniłem rolę kapitana drużyny Uniwersytetu Warszawskiego. Nordic Walkingu nie będę opisywał, bo to nie jest do końca bieganie i nie przyglądałem się zaciętej rywalizacji w spacerze na czas ;-) (aczkolwiek bardzo doceniam fakt, że starsi ludzie łapią kijki i robią coś dla zdrowia).

Biegowy Kwadrans


Cztery warszawskie uczelnie wyższe: UW, SGH, SGGW i PW stanęły do biegowej rywalizacji. Zadaniem każdej szkoły było skompletowanie drużyny liczącej 50 osób i jak najszybsze pokonanie trasy liczącej 3 km. Największy team wystawiła Politechnika Warszawska, która wygrała bieg. Drugie miejsce zajęło SGGW, trzecie UW, a czwarte SGH. Każda drużyna była zaopatrzona w czapeczki Nike w różnych kolorach, dzięki czemu było wiadomo komu podłożyć nogę na trasie ;-) Dodatkowo przewidziana była nagroda (laptop) dla najlepiej przebranego studenta. Cała impreza przebiegała w niezwykle dobrej atmosferze, co prawda byłem bardzo spuchnięty po dłutowaniu ósemek ale jakoś dałem radę dobiec do mety. Zamykałem stawkę i zajmowałem się głównie dopingowaniem ostatnich zawodników. Nie uwierzycie ile może dać satysfakcji zbieranie z trasy niedobitków i ciągnięcie ich na ostatnich metrach do mety.

IMG_7878
Czapeczki!

IMG_7885
Wolałem nie pokazywać spuchniętej gęby

IMG_7894
Stanowisko kapitanów drużyn uniwersyteckich

Biegowy Kwadrans start
Start Studenckiego Kwadransa fot. A. Gmurczyk

III Praska Dycha

Na starcie zjawiło się około tysiąca zawodników i zawodniczek. Trasa biegu była podzielona na dwa tory – dla szybszych i wytrzymalszych zawodników ;-) Do przebiegnięcia było kilka okrążeń pętli po Skaryszaku. Obszerna galeria dostępna na stronie Entre.

Wyniki w kategorii OPEN kobiet i mężczyzn.

1. Dominika Stawczyk (Entre.pl Team) 36:54

2. Zrada Agnieszka (Wąbrzeźno) 37:27

3. Marta Grzegorczyk (Warszawa) 43:29

1. Michał Breszka (WSOSP Dęblin/ UKS Ekonomik-Maratończyk Lębork) 31:45

2. Jean-Marc Leandro (Monaco) 32:20

3. Paweł Grygo (Prefbet Śniadowo Łomża/ Team Łomża) 32:39

W piątek miałem dłutowanie ósemki. Kto wie czym jest ten zabieg właśnie doświadcza zimnych dreszczy na plecach. Kto nie wie niech się cieszy i oby nigdy się nie dowiedział. Przedłużam z tego powodu pomaratoński odpoczynek. Teraz tylko trzeba pilnować diety, aby w kilkudniowym z bezruchu się nie roztyć. Z moim metabolizmem to możliwe.

Przerwa w bieganiu potrwa zapewne do weekendu. W tym czasie nastąpią małe zmiany na blogu. Uruchomiam nową stronę. Będzie to bezpośrednia kontynuacja tego bloga, chociaż patrząc na tempo prac wszystko może się osunąć do przyszłego tygodnia. Do weekendu wrzucę jeszcze relację z Biegowego Kwadransa i III Praskiej Dychy oraz recenzję kremu Breakloose.

Szykuje się impreza biegowa jakiej jeszcze w Warszawie nie było. Dwustu studentów z czterech największych warszawskich uczelni stanie do rywalizacji o tytuł najszybszych żaków. Dwie setki studentów w miejscu innym niż pub brzmi jak szaleństwo. Ale nie, to nie pomyłka. Biegowy Kwadrans to impreza sportowa skierowana do studenckiej braci z UW, SGH, SGGW i PW. Liczy się przede wszystkim udział i dobra zabawa. Organizatorem jest Klub Biegacza Tempo, a partnerem sprzętowym Nike.

Pakiety startowe są dostosowane do studenckiej kieszeni i kosztują jedynie 10 zł. W każdym pakiecie znajduje się czapeczka Nike, a dodatkowo zwycięska ekipa otrzyma koszulki techniczne.
Miejscem konfrontacji biegających studentów będzie Park Skaryszewski (mapa Google) gdzie na trasie liczącej 3 km. O 11°° cztery drużyny rozpoczną wyścig po parkowych alejkach. Bezpośrednio po Biegowym Kwadransie odbędzie się III Praska Dycha.
Mam prośbę – jeśli jesteś studentem UW to weź udział w biegu. Jeśli jakiegoś znasz to prześlij mu ten link. Z góry dzięki :-)

Relacja pisana jeszcze na gorąco z pociągu do Warszawy. Podróże kształcą, nawet te na poziomie krajowym. I nie myślę tutaj o krótko ostrzyżonym blondynie z twarzą nieskalną myślą, głośno rozmawiającym przez komórkę i smarkającym nos. W sobotę pociąg miał mieć 120 minut opóźnienia, ale odjechał po 15 minutach. Dla PKP zakrzywienie czasoprzestrzeni to pestka. Oczywiście nie było mnie w pociągu bo poszedłem coś kupić do kiosku. Udało mi się dopłacić do biletu InterCity i uboższy o znajomość z królem Władysławem Jagiełłą wyruszyłem do Poznania. Na peronie spotkałem jeszcze Wojtka Staszewskiego, z którym z resztą wracam pociągiem do Warszawy. W obie strony w niemal każdym przedziale byli biegacze. Bardzo budujący widok.

Na miejscu, już po spotkaniu z Wojtkiem B. stwierdzam, że wynik Poznań Warszawa to 1:0. Za większe, albo sprawiające wrażenie większego expo biegowe oraz ładniejsze pakiety startowe dobierane dzień przed biegiem oraz te wysyłane pocztą po biegu. Okazuje się, że numer startowy może wyglądać lepiej niż pierwsze reklamy po upadku komuny czy opakowanie gumy do żucia Turbo. Jedyne co mi nie pasowało to jeden rodzaj makaronu na pasta party w dodatku całkiem mały. (Teraz jadąc w pociągu powrotnym przypomniałem sobie, że makaron kosztował tylko 2 zł więc jednak porcja była duża jak na taką kwotę). Makaronem naładowałem się i tak u Wojtka w domu. Z tego miejsca dziękuję rodzicom Wojtkowi i jego rodzicom za miłe przyjęcie oraz świetne jedzenie.

Niektórzy w dziennikach treningowych codziennie oceniają jakość snu. W nocy z soboty na niedzielę u mnie było 10/10. Metoda liczenia w myślach od 1 do 10 i z powrotem od jakiegoś czasu wprowadziła nowy standard w moim zasypianiu. Zdaje się, że podpatrzyłem to na blipie albo blogu któregoś z biegaczy. Otwarte okno przez całą noc też jest trafionym pomysłem, bardzo dobrze się dotleniłem się.

Droga na start była słabo oznakowany. Gdybym nie był pod opieką Wojtka pewnie bym się zgubił. Niespodziankę sprawił mi Garmin, który nie mógł przez kilka minut nawiązać połączenia z satelitą. Organizacja startu i stref czasowych w normie. Nie było oddzielnych kolorów numerów startowych przyporządkowanym strefom jak na Maratonie Warszawskim, ale zamieszania i przepychania też nie zauważyłem. Sygnał z startera dała wdowa po tragicznie zmarłym prezydencie Macieju Frankiewiczu.

Ponieważ wspomnienia są jeszcze świeże opiszę każdy kilometr z biegu.

1 km – tempo 5’48” – Pulsometr złapał połączenie z satelitą po jakiejś minucie lub dwóch od startu. Kamień spadł mi z serca. Zapatrzony z wrażenia w ekran prawie zderzyłem się ze znakiem drogowych.
2 km – tempo 5’37” – Ciasno!
3 km - tempo 5’32” – Biegnę tuż za peacemakerem na 4h.
4 km - tempo 5’21” – Zając szybko prowadzi grupę.
5 km - tempo 5’30” – Omijam pierwszy punkt żywnieniowy, mam swoje pół butelki napoju izotonicznego. Dzięki temu biegnę na równi z zającem. Okazuje się, że jednym z nich jest dziewczyna.
6 km – tempo 5’25” – Minuta stracona na toaletę.
7 km - tempo 5’08” – Nadrabiam starty ale peacemaker również dosyć mocno prowadzi grupę.
8 km – tempo 5’13” – Zaczynam myśleć o odłączeniu się od zająca.
10 km – tempo 5’49” – Dyszka w 55 minut. Idę zgodnie z planem. Jeszcze rok temu tyle miałem w pierwszym biegu na 10 km. Ile się od tego zmieniło w moim bieganiu od tego czasu. Tzn dalej jestem wolny ale przynajmniej świadomy swoich ułomności.
11 km - tempo 5’09” – Grupa na 4h biegnie za szybko. Przynajmniej takie są moje odczucia. Na forach biegowych poszukam kogoś kto biegł ramię w ramię z zającem albo samego zająca. Bardzo chciałbym zobaczyć ich dane z GPS.
9 km - tempo 5’24” Podejmuję decyzję o puszczeniu grupy przodem i kierowaniu się własnym GPS.
12 km - tempo 5’31” – Biegnę sam, dwóch debiutantów pyta mnie o tempo. Wtedy było około 5’20″, radzę im uważać na zająca.
13 km – tempo 5’35” -
14 km – tempo 5’41” – Bardzo dobrze mi się dobrze jak nigdy, trzymam przez następne kilometry niemal idealnie równe tempo, wszystko idzie zgodnie z planem.
15 km - tempo 5’42” – Pierwszy żel węglowodanowy. Vitargo o smaku coli. Pycha! Nie czuję się jeszcze osłabiony, robię to z myślą o odcinku do 35 km.
16 km - tempo 5’41”
17 km - tempo 5’39”
18 km – tempo 5’39″ – Jakiś facet w jaskrawo-żółtym bezrękawniku chamsko wrzeszczy na biegacza, który przebiegł niby przed nim. Zupełnie go nie dotknął ani nie wymusił zatrzymania. Potem ten sam gość będzie wyzywał jeszcze kogoś innego od debili. Około 190 cm, przy kości, brunet po czterdziestce. Numer zaczynał się na 28xx.
19 km - tempo 5’36”
20 km – tempo 5’37”
21 km – tempo 5’27” – Połówka w czasie 01:58:21. Wszystko idzie perfekcyjnie zgodnie z planem.
22 km - tempo 5’30” – Spotykam na trasie Michałów i Kaśkę. Dobiegli w okolicach 04:40:00. Michał R w wakacje zrobił Ironmana w Borównie, a Michał Cz połówkę tego dystansu. Potem pobiegli jeszcze maraton w Warszawie. Szacunek za start w Poznaniu! W następnym roku Korona Maratonów jest Wasza!
23 km - tempo 5’36”
24 km – tempo 5’43”
25 km – tempo 5’51” – Drugi żel. Vitargo pomarańczowy. Średnio smaczny. Teraz żałuję, że nie łyknąłem go na 30 km. Może wtedy starczyłoby paliwa w mięśniach po 35 km…
26 km - tempo 5’52”
27 km – tempo 5’33”
28 km - tempo 5’32”
29 km – tempo 5’48”
30 km – tempo 5’54” – Czas 02:49:40. Idealnie. Para muzyków gra na akordeonie i gitarze akustycznej piękny utwór Simon and Garfunkel „Sound of Silence”. Czuję się świetnie.
31 km – tempo 5’59” – Nie ma się co rozpisywać, po prostu robię swoje i napieram.
32 km - tempo 5’36”
33 km – tempo 5’51”
34 km - tempo 5’45”
35 km - tempo 6’28” – Zaczyna się prawdziwy Maraton, taki pisany z dużej litery, do którego czuje się szacunek. Tragicznie nie jest, po prostu czuję, że biegnę na samych oparach. Spotykam gościa w przebraniu Robin Hooda, później spotykam go jeszcze w pociągu. Pobiegł na 04:08:00, o dokładny czas nie pytałem. Faceci w Rajtuzach też potrafią biegać
36 km - tempo 9’09” – Zderzenie z pierwszą ścianą. Teraz jak o tym myślę to określiłbym to jako ściankę ujawniającą się przez następne dwa kilometry. Niech będzie, że była kartongipsowa. Przechodzę w marsz, nogi się krzyżują, idę zygzakiem. Czuję się jak ‪Sian Welch i Wendy Ingraham z popularnej sceny ‚The Crawl‬’‪ z Ironmana ’97‬. Na szczęście nie padam, zaczynam znowu biec. Ale nogi bolą jak cholera.
37 km – tempo 6’38” – Walczę. Ból w krzyrzu i plecach nie z tej Ziemi zginam mnie jak scyzoryk. Zaczyna się zdychanie.
38 km – tempo 6’24” – Demotywator wersja live. Jakiś Francuz kładzie się na poboczu i jest z siebie wyraźnie zadowolony. Rozmawia z jakąś biegaczką.
39 km – tempo 11’10” – Zderzenie ze Tą Ścianą. Wpadłem pod niewidzialny pociąg. Idę zygzakiem, słaniam się. Daje ręką znak ratownikom medycznym, którzy już wstają z pobocza, że jest ok. Ale OK nie jest. Jest daleko od OK. Słabo pamiętam ten odcinek, co jakiś czas kucam, żeby się nie przewrócić. Mija mnie wielu biegaczy. Od 20 km to ja miłem innych, teraz zamieniam się rolami. Jestem tym słabiakiem, który się nie przygotował jak należy a mijają mnie młodzi bogowie.
40 km - tempo 7’31” – Trochę truchtam, trochę jęczę, sporo przysiadam. Na stoperze trójka zamienia się w czwórkę. Już wiem, że przegrałem. Spoglądam na zespół sanitariuszy masujący faceta z twarzą wykrzywioną w bólu. Jednak mogło być gorzej, nie dorwał mnie żaden skurcz. Przez chwilę pojawia się w głowie chęć, żeby się koło nich położyć i powiedzieć „Rozmasujcie mi łydki i uda, ja sobie poleżę. Kawa też by nie zaszkodziła”. Myślę sobie o masażu, który będzie na mecie. Niestety odpuściłem sobie tę przyjemność, żeby nie zatrzymywać Wojtka, który i tak musiał na mnie czekać godzinę. Bo Wojtek to rakieta, przebiegł w czasie 3
41 km – tempo 8’26” – Zbliżam się do końca, tylko to mnie zmusza do jako-takiego biegu. Chcę, żeby był już koniec. Ludzi jest sporo, widzę kilku biegaczy, którzy już ukończyli bieg m.in.: Wojtka Staszewskiego. A może było to na następnym kilometrze, miesza mi się już wszystko. Ktoś woła do mnie „Jedziesz, Mateusz jedziesz!”. Imienne numery startowe to jednak genialny wynalazek.
42 km – tempo 5’57 – Wbiegamy na Maltę i czary mary, mogę znowu biec. I znowu to ja mijam innych. Taka mała przyjemność na koniec biegu.
Ostatnie 195 m – Garmin pokazuje je jako 550 m pokonane w 03:17. 355 metrów błędu to Spoglądam na zegar, 4:18:zero-coś-tam. Netto wyjdzie jakieś 4:15. W smsie padło 04:16:16 netto. Ostatnie 100 m przyspieszam ale nie zrywam się do sprintu. Kucam, podbieram się rękoma o bruk. Sanitariuszka pyta się czy wszystko ok. Odpowiadam, że tak. Mogłem jeszcze dodać „Pobiegłem na 100% możliwości, trzymałem się planu i miałem równe tempo przez cały bieg. Ale niestety kryzys mnie zmiótł z asfaltu. Taki jest już Maraton”. Ta sama osoba okrywa mnie folią termiczną. Wypijam kilka kubków izotoniku i jem kostkę cukru. Boże jak mi ta kostka smakuje, żaden koń by się z niej tak nie ucieszył. Wolontariuszki rozdają medale. Wybieram tę najładniejszą, natury nie oszukasz, nawet po przebiegnięciu Maratonu.
Skończyłem pisać notatkę w momencie kiedy pociąg wjechał do Warszawy z piętnastominutowym opóźnieniem. Tak samo jak ja na metę.

DSC00953
Kilka metrów za linią mety musiałem ‚złapać się ulicy’, żeby nie paść ze zmęczenia.

DSC00955

Duży plus dla organizatorów za folie termiczne, zapobiegające wychłodzeniu.
Zdjęcia robił ojciec Wojtka i można je zobaczyć tutaj.

Największy bieg na 10 km w kraju i (chyba) największy w Polsce wywołał falę komentarzy w portalach biegowych. Część biegaczy nie zostawiała suchej nitki na organizatorach za liczne błędy, część była zachwycona fenomenem ‚morza zielonych koszulek’. Nie ulega wątpliowości, że zdecydowana większość uczestników nie wypowiadała się w sieci na temat biegu ;-)

Zanim przejdę do części notatki gdzie przelewam z trudem myśli na papier (monitor, klawiaturę?) pochwalę się pobiciem życiówki o 6 minut. Ostatecznie dobiegłem na metę jako 842 zawodnik na XXXX startujących. O tych iksach będzie zaraz. Wynik z elektornicznego pomiaru czasu – 00:47:31. Nie jest źle, jest co łamać w przyszłym sezonie. Jeszcze w Biegu Niepodległości postaram się wykręcić czas lepszy o minutę lub półtorej.

Teraz dwa słowa o iksach zamiast liczby uczestników biegu. Nie do końca wiadomo ilu biegaczy ukończyło bieg. Rozśmieszyły mnie artykuły mówiące 15 tys. biegaczy. Dziennikarzom coś się pomymilo, może nie doczytali ulotki z pakietu startowego albo zasnęli na konferencji prasowej. O upadku zawodu dziennikarza nie będę pisał, to blog biegowy, nie nekrolog rzetelnego dziennikarstwa. Ktoś ‚uzodolniony informatycznie’ z forum biegajznami.pl znalazł wyniki, gdzie padła liczba około 6 tys startujących. Sami organizatorzy nie podali dokładniej liczby startujących. Co z pozostałymi biegaczami? Kupili koszulki Nike za 50 zł? Nawet jeśli tak to okej, więcej osób nosi na sobie biegowe drifity z logo Nike. Zawsze jakaś promoja dla biegania.

eoq
Ciekawy wykres. Pokazuje ilość biegaczy uzyskujących dany czas.

Ja jak w zielonym lesie mise? Mi się podobało ;-) Pora spać, za dwa dni Poznań Maraton, a w gardle coś kłuje. Jutro jadę pociągiem do Poznania, zatrzymam się u Wojtka. Nie mogę się doczekać na pasta party. Co nie znaczy, że przebieram niecierpliwie nogami z myślą o przebiegnieciu ponad 42 km. Nie chce mi się. Wszędzie te misie.

Na koniec zielony miś z Biegnij Warszawo. Misiowi zaschło w gardziołku więc musiał zajebać kilka zgrzewek izotoniku, żeby jeszcze inne zielone misie nie uzupełniły na mecie wypoconych minerałów i wody. – A co tam inne zielone misie, będę miał czym wódkę ze szwagram zapijać! – pomyślał miś o bardzo małym rozumku…

Zielony Miś

Biegacz amator potrzebuje co jakiś czasów bodźców treningowych działających na motywację. Może to być nowa para butów, pulsometr, bieganie z partnerem albo start w nietypowej imprezie. Po anginie znalazłem się w impasie treningowym spowodowanym zmianą trybu dnia przez zażywanie antybiotyków w środku nocy. 

Mnie do żywych przywrócił start w Warszawskiej Trójce. Jak sugeruje nazwa jest to bieg na 3 km. Nie jest to jednak bieg uliczny jakich wiele tylko bieg po bieżni na stadionie Agrykoli. Ze względu na późną porę startu zawodów bieg po tartanie odbywa się przy sztucznym oświetleniu. Powiem szczerze, że był to mój pierwszy raz na tartanie. Do tego światło z czterech wielkich reflektorów jak na meczu piłkarskim. Siedem i pół okrążenia stadionu bardzo wpłynęły na moją motywację. Świetnie się też oglądało pokazowy bieg Mariusza Giżyńskiego i Kuby Wiśniewskiego na sam koniec Warszawskiej Trójki. Aż nabrałem apetytu na kibicowanie na mitingach lekkoatletycznych. Biegam w większości po lesie i taka zmiana otoczenia dobrze mi zrobiła. Wynik nie jest porażający: 12:18:56. Garmin nieco zawyżył dystans i pokazał średnie tempo 03:59 min/km, chociaż w rzeczywistości powinno wyjść ok 04:05 min/km. Albo coś w tym stylu, zawsze byłem słaby z matmy. Jest co poprawić w przyszłym roku. Wielkie dzięki dla ekipy Ścieżek Biegowych Nike za organizację imprezy. Nie mogę się doczekać Testu Coopera (12.X.2010) organizowanego w tym samym miejscu. Poniżej wklejka z garminowskiego dziennika treningowego. Co ciekawe pierwszy raz tętno skoczyło mi do 196 uderzeń na minutę. Strach się bać co będzie na Biegnij Warszawo.

Ogłaszam koniec blokady biegowej. Widocznie była to tylko jednodniowa niedyspozycja. Dzisiaj zrobiłem żwawy trening poprzedzony rozgrzewkowym zamiataniem liści. Mokrą leśną trasę 10.77 km przebiegłem w 00:59:08. Zaczynałem od 6’11′ skończyłem na 5’01′ chociaż końcówkę biegłem po 4′z-hakiem” ;-) I znowu czary – tętno 191. Ciekawe jaki jest moje tętno maksymalne. Już w niedzielę będzie okazja aby się o tym przekonać. Dobra koniec wypocin, pisanie po dobrym treningu przychodzi mi z wielkim trudem, co z resztą widać po składni i konstrukcji zdań. BTW chwaliłem się, że w Biegnij Warszawo startuję ze strefy VIP? jolly

I jeszcze kilka fotek z Warszawskiej Trójki. Jeśli nie jest się socjopatą to nie można nie lubić imprez organizowanych przez Klub Biegacza Nike jolly

IMG_8873

IMG_8877

IMG_8885

IMG_8921

IMG_8923

Blokada?

8 komentarzy

Dwa pierwsze treningi po anginie zadziałały na mnie całkiem dobrze. Sobotnie 10 km potraktowałem jako rozruch, dodałem długą rozgrzewkę i porządne rozciąganie. W niedzielę zrobiłem zgodnie z tym co zaleca Jack Daniels w swojej książce trening M, czyli bieg w tempie pod maraton. Przy założeniu, że łamię cztery godziny tempo miało oscylować w okolicy 05’41”. Średnie tempo z mojego 20 km wybiegania wyniosło 5’51”. Biorąc poprawkę na fakt, że był to trening i nie odczuwałem startowego stresu widoki na czas 03:59:59 są całkiem realne. Co nie znaczy, że będzie łatwo. Nie wiem czy uda mi się biec równo na najgorszym odcinku od 30. do 42. km… Na maratonie nic nie jest pewne. 

Dzisiaj natomiast miała miejsce biegowa katastrofa. Po wyjściu na trening prawie zasnąłem w lesie. Może to wina deszczowej aury, może antybiotyków, może stresu jaki mnie ogarnia przed Maratonem Poznańskim. Dzisiaj mam jeszcze szansę się zrehabilitować na Warszawskiej Trójce organizowanej przez Ścieżki Biegowe Nike. Jeszcze nigdy nie biegłem tego dystansu. Może biegowo blokada odpuści.

Tak, w takiej właśnie kolejności wszystko przebiegało. Ale po kolei. Dobra, nie będzie po kolei bo jest jeszcze lekko chory i 3/4 nie ogarniam. 17 września punktualnie o 15:00 zaczęła się miejska gra biegowa Nike Grid. Nie, chwila. Kilka minut po piętnastej, ponieważ w budce na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej jakaś babcia rozmawiała przez telefon ;-) Scena jak z komedii, kilkunastu biegaczy stoi w strugach deszczu przed budką i czeka aż staruszka skończy rozmowę. A właśnie! Deszcz. Nie napisałem, że lało. I to konkretnie. Spotkaliśmy się z drużyną Twarzoksiążka, którą założyłem, i która zdobyła trzecie miejsce w klasyfikacji drużynowej. Grzesiek, członek teamu i drugi admin strony na Facebooku nabiegał 167 km i zdobył wysokie piąte miejsce. Gdyby nie skręcił nogi miałby szanse na tytuł Króla Miasta. Ja natomiast zdobyłem tytuł Błazna Miasta, ponieważ przeziębiłem się przez to bieganie w deszczu. Generalnie cała impreza była świetna, wszyscy dobrze się bawili, oszuści zostali wyłapani i zdyskwalifikowani, a pokomenami plującymi się na forach nikt się nie przejmuje. Zdjęcia klik!

Co robi przeziębiony Mateusz w piątek po powrocie do domu? Idzie na imprezę. A co robi przeziębiony Mateusz w sobotę? Idzie na imprezę. A co robi przeziębiony Mateusz w niedzielę? Jedzie na zawody. Przeziębiony. Tym jakże zgrabnym zabiegiem stylistycznym wprowadzam Cię drogi Czytelniku w drugą część tej notatki zatytułowaną: Drugi Bemowski Bieg Przyjaźni. Dystans: 5 km, czas: 00:21:46, życiówka: a jakże! Na metę dobiegłem szybciej o minutę i cztery sekundy w porównaniu z XX Biegiem Powstania Warszawskiego, który na marginesie biegłem po jeszcze lepszej imprezie i z ręką w gipsie. Jeśli tylko wyśpię się przed następną piątką to z pewnością złamię dwadzieścia minut. Zdjęcia klik!

Trzecia sprawa – mam dość blog.pl. Jest to najgorsza platforma blogowa w całym kosmosie. W 2006 roku nie byłem jeszcze za bardzo obeznany w blogosferze i założyłem bloga tam, gdzie wujek Google mi podpowiedział. Po Maratonie Poznańskim przesiadam się na WordPressa. Wykupiłem już domenę www.runblog.pl. Zaznaczyłbym adres na biało, jak to mam w zwyczaju i zamienił w hiperlink ale blog.pl ma problemy z samym sobą więc tego nie zrobię. Wkleiłbym też pokaz slajdów z mojego Flickra ale blog.pl tego nie rozumie.

Edit: Na szczęście blog.pl potrafi jeszcze osadzać zdjęcia w notatkach, chociaż czekam aż i to padnie.
Edit 2: Nie chwal dnia przed zachodem słońca, zmiana nie dodała się za pierwszym razem.
Edit 3: Nie mów hop zanim nie przeskoczysz czyli do trzech razy sztuka. Może teraz zdjęcie się wgra.
Edit 4: A już się bałem, że mi się przysłowia skończą. WordPressie nadchodzę!

photo


  • RSS